Dziewczyna sponsorowana?

Co to za blog dziewczyny sponsorowanej która nie pisze nic ostatnio o tym jak to jest być dziewczyną sponsorowaną, nie opowiada o pracy dziewczyny sponsorowanej ani o jej rozrywkach?
Lipa jakaś a nie dziewczyna sponsorowana…

Co prawda to prawda  – wilgotnych wpisów ostatnio nie ma, ani bieżących ani „historycznych”
No przykro, naprawdę – ale nic w sumie się u mnie w tej sferze nie dzieje.
Znaczy – dzieje się jak najbardziej bo z moim libido wszystko w jak najlepszym porządeczku ale ani to nic ciekawego ani – co istotne – niemal nie sypiam już z panami za pieniądze :- (
No nie do końca, ostatecznie nurkowanie między indonezyjskimi wysepkami to było ledwie urozmaicenie i wypełnienie czasu między bzykaniem ale – nic tam szczególnego i godnego Waszej uwagi (i mojego czasu na pisanie) się nie działo.
A koniec końców opisywanie moich seksualnych wybryków nie do końca jest celem tego bloga choć wielu ludzi tak uważa :-)

Czemu nie spotykam się za pieniądze?
Przecież nic się w moim podejściu do tego nie zmieniło, w dalszym ciągu nie tylko mam sporą chętkę na seks ale i sama myśl o tej takiej nieco perwersyjnej atmosferze, o tych kilku banknotach wręczanych dyskretnie i czasem z zażenowaniem nieodmiennie wywołuje u mnie lekki ucisk w żołądku. Niepewność i ciekawość nowo poznanego człowieka, tego jak bardzo interesujący się okaże (albo jakim jest dupkiem) też krew napędza.
Tych parę maili na początku, umawianki, pan zwykle nieco ściemnia ;-p, spotkanie – nieodmiennie ekscytujące bez względu na to czy ma być w jakiejś kawiarni czy też od razu idę do hotelowego pokoju (co o wiele bardziej mnie nakręca)… Eh… no brakuje mi tego, co poradzę.

Co mnie więc powstrzymuje i co pozbawia Was zajmującej lektury?
Kilka jest powodów.
Podstawowy to taki, że zszedł ten cały sponsoring na psy.
(Przepraszam pieski, to taki kolokwializm)
Serio.
Zadałam sobie trud, zamieściłam dwa fajne ogłoszenia, na kilka sama mailowo odpowiedziałam, podstępnie też na koniec podszyłam się pod samca i napisałam do kilku ogłaszających się dziewczyn – rozpacz powiadam Wam, czarna rozpacz.
Dno, wodorosty i metr mułu.

Nie twierdzę że „za moich czasów” były to jakieś super romantyczne randki, wszystko było od początku jasne: umawiam się z panem na kilka godzin czy nockę po to, żeby iść z nim do łóżka, pan w zamian za mój czas i starania wręcza mi określoną kwotę i – jeśli było fajnie i jeśli mamy (a zwłaszcza pan) chęć na kolejne spotkania to ok, jeśli nie – trudno.
Skłamałabym też pisząc, że zawsze było choćby ciekawie – nie było, najczęściej rzecz sprowadzała się do łóżkowej (a czasem pozałóżkowej) gimnastyki, samej w sobie fajnej ale mało porywającej. Co nie powiem żeby jakoś mnie szczególnie odstręczało :-)
Nie zawsze też miałam dłuższe układy – początkowo zwykle były to spotkania jednorazowe w powiedzmy 60-70% przypadków.
Pozostali panowie chcieli spotkać się jeszcze co najmniej raz.

Ale… kiedy wymienialiśmy maile żeby się „ugadać” – zwykle było to kilka co najmniej wiadomości, w tych mailach często-gęsto gadaliśmy o czymś więcej niż tylko o tym co też i jak będziemy porabiać na spotkaniu…
Inna rzecz że kiedy dostałam dwuzdaniowego maila z pytaniem o „stawkę” i prośbą o fotkę – a nie było takich wcale mało – odpisywałam że „Dziękuję za kontakt ale nie jestem już zainteresowana, przepraszam i pozdrawiam”.
Powtarzam – wiem że to nie o niekończącą się korespondencję tu chodzi ale…

No i teraz na moje każde ogłoszenia (wisiały równo 24 godziny, z pięknymi fotkami, nie nagimi ale fajnie, seksownie upozowanymi, bez twarzy oczywiście i zrobionymi przez dobrego fotopstryka) dostałam kilkanaście odpowiedzi.
Niemal wszystkie wyglądały mniej więcej tak:
„Hej, jestem zainteresowany spotkaniem, proponuję 300 złotych za kilka godzin. Odp.”
Co ja się nagłowiłam co to jest to „Odp”…
„Poc się w du chłystku” – chciałoby się odpisać kiedy już pojęłam że to ma znaczyć „Odpisz”, no ale subtelnej damie tak nie wypada.

Kilku panów zaproponowało spotkanie w aucie…
Wierzcie albo nie – nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie bzykania się w aucie. Ok, jakoś jeszcze potrafię zrozumieć małolatów – rozbuchane hormony są w stanie sporo załatwić.
Ale żeby dorośli, poważni ludzie pieprzyli się gdzieś w samochodzie, w kurwa styczniu?!?!?
Ok – zdarzyło się i mnie mieć fajny seks w aucie. Dwa razy.
Ale raz to był mój „narzeczony”, byliśmy nawaleni jak trzeba i rzecz działa się we wrześniu nad Morzem Czarnym.
Drugi raz pan z którym się spotykałam miał taką właśnie fantazję żeby wynająć limuzynę i sobie w trakcie jazdy po mieście pofiglować.
Ale nie w styczniu, nie z obcym facetem, nie na jakimś zapewne parkingu koło galerii handlowej w jakimś fordziku.
Bo żeby jeszcze to była taka fantazja chłopa – dogging, czyli seks w miejscach publicznych niektórych nieźle nakręca – ale tu chodziło o zwykłe dziadostwo, panu szkoda dwie stówki albo nie stać go na hotel, w domu siedzi żonka z dzieciakami (albo mama)…
Wracając do korespondencji – oczywiście każda z nich doczekała się mojej odpowiedzi jak ta parę linijek wyżej.

I nie sądzę by to był pech bo kiedy ja z kolei odpisałam kilku panom – sytuacja się powtórzyła.
„Dzień dobry, mam na imię Anna, chętnie spotkam się z Tobą i spędzę kilka miłych godzin. Wyglądam tak a tak (fotka z załączniku) mam 29 lat, bla, bla, bla”
Odpowiedź?
Jak powyższe – kilku panów chciało „na już”, kilku panów zaoferowało gościnę w domku póki żonka w pracy…
DWÓCH panów zdobyło się na wysiłek i napisało więcej niż trzy zdania, jeden zaledwie nie dość że napisał bez ortograficznych błędów to napisał cośkolwiek więcej niż o rzeczach związanych z „akcją”.

Przypadek?
Niestety nie – bo lekko tym zdumiona napisałam jako facet do kilku ogłaszających się dziewczyn.
W odpowiedzi albo laseczka wyjeżdża z „grubej rury” z serią pytań i żądań – ile masz lat, jak wyglądasz, czy jesteś żonaty, przyślij zdjęcie, chcę to, tamto i owo, kawa, cuda wianki i dwa tysiące złotych tygodniowo albo „ok, trzygodzinne spotkanie, 300 złotych, nie robię anala, mój numer xxx-xxx-xxx”

Przecież to absurd jest jakiś – dziewczyny na roksie piszą bardziej zachęcające i rozumne oferty.
I nie ma się co facetom dziwić że nie chce im się w mailach produkować skoro w odpowiedzi jedna z drugą odpisuje burknięciem albo listą marzeń.
I że nie chce im się za bardzo wysilać i później – bzyk bzyk, sprzęt wytrzeć w prześcieradło i do domu.

Dawno temu, na samym początku mojej „kariery” kilka razy spotkałam się z takimi „dwuzdaniowcami” – skąd miałam wiedzieć że powinnam sobie to darować?
Powtórzę – nie oszukiwałam się, co do istoty rzeczy niczym się sponsorowane spotkania nie różnią się od wizyty u dziewczyny na godziny ale też gdybym chciała pracy na taśmie w fabryce to bym została sobie po prostu prostytutką a nie sadziła się na dziewczynę sponsorowaną.
Bo jeśli już nie randka sponsorowana to przynajmniej można zachować profesjonalizm i są podstawy żeby żądać minimum szacunku.

Coś mi się zdaje, że szybko zbliża się czas, kiedy ludzie będą się porozumiewać wyłącznie chrząknięciami: „Ymm-m?” – „Yhy” – „Eee…Y?” – „Dwie stówy” – i na kopulodrom.

Dobrze, bez żadnego kłopotu potrafię wyobrazić sobie „błyskawiczną randkę” – spotykam pana na widok którego natychmiast robię się mokra a jemu też w sekundę większość krwi spływa tam gdzie należy.
O czym i przede wszystkim – po co tu gadać?
I tak wszystko od pierwszego rzutu oka wiadomo – i zwykle bywa genialnie ale nie ma tu przecież miejsca a nawet czasu na gadki o pieniądzach.

Co ciekawe – nie wiedziałam o tym, że pani Asia zrobiła dokładnie to samo co ja, z dokładnie takimi samymi efektami i doszła do dokładnie takich samych wniosków.

W każdym razie – o ile nie wygrzebię ze wspomnień czegoś zajmującego albo nie zdarzy się coś szczególnie ekscytującego to wilgotne wpisy będą rzadkością.
Bo choć w dalszym ciągu spotykam się za pieniążki to są to układy opierające się na bardzo wielu prócz seksu rzeczach i pisać mi o tych spotkaniach nie wolno.

Reklamy

8 thoughts on “Dziewczyna sponsorowana?

  1. A wszystko wina ynternetów. Tak spłycają kontakty międzyludzkie, takie złe, wow :(

    Swoją drogą to o czym piszesz można zaobserwować już od pewnego czasu i to właściwie po każdej (zarówno jasnej jak i ciemnej) stronie internetu. Ludzie boją się słowa pisanego. Zapewne rozpoczęło się to gdzieś w okolicach wzrostu wskaźnika analfabetyzacji (który imo rośnie z roku na rok i NIE, fakt ukończenia 6/3/3 klas szkoły oraz jakiegoś licencjata wcale nie czyni z Ciebie nie-analfabety!). Przyczyny? Wszystkim znane i uważam, że nie ma sensu ich przytaczać, a sporo z nich byłoby zwykłymi truizmami lub są banalnie proste (tak jak dowód twierdzenia Fernata :D ).
    Wybacz mi Anno, ale zapewne już z wymiany maili wywnioskowałaś, że nie lubię się rozwodzić nad oczywistymi kwestiami (stąd strasznie marna ze mnie korespondencyjna znajomość :q). Dla komentarza przytoczę tylko jeden obrazek, jak dla mnie oddaje wszystko: http://static.frazpc.pl/board/2007/09/119027869993059812.jpg

    Takie tam, w sumie to chyba nie ma o czym mówić, kogo to obchodzi…

    • Kłopot w tym, że chamienie to jednak pewien proces i jest to spadek z pewnego poziomu.
      Bo jak dla mnie to ludzie po prostu przestają szanować się nawzajem i samych siebie.
      I nikomu to nie wadzi a nawet wygląda na to, że tak ma być.

  2. I będzie jeszcze gorzej. Nic nie poradzisz. Teraz w Rosji możesz sobie wynająć za 300 dolarów piękną 20 letnią dziewczynę (lub chłopaka), której potencjał intelektualny pozwoliłby jej w przyszłości zostać szefem Microsoftu. Za 15 lat to już nie będzie możliwe. Prostytucja już się nie opłaca ludziom na pewnym poziomie (w Polsce) i średnia dalej jedzie w dół w miarę wzrostu możliwości ‚klasycznego’ zarobkowania. Kobiety z twoim poziomem wywiało z zawodu, a dokładniej nadal są, ale mają po 30 lat plus. Ja też oglądałem ogłoszenia i widzę różnicę. Inna sprawa, że coraz więcej osób rozumie, że studia humanistyczne nic im nie dadzą i wybierają bardziej sensowne kierunki, albo przynajmniej doszkalają się (lub pracują w trakcie studiów) w czymś technicznym. Nie wpadają w pułapkę. Teraz 20 letnie Anie zwykle nie decydują się na ‚tą’ karierę. A klienci? A klienci zawsze byli i są tacy sami. Zawsze mówili i robili to co musieli, żeby dziewczyna odpisała, żeby przyszła, żeby trochę się pouśmiechała i poudawała. Dzisiaj widać muszą mniej.

    • „Dzisiaj widać muszą mniej.”
      Właśnie tak, smutne.
      Chociaż z drugiej strony… Jest też i tak, że jak wszędzie nie tyle wytworzyła się bo zawsze była swego rodzaju elita szybująca wysoko ponad „przeciętną”.
      Nic w elitaryzmie złego nie ma ale w tym akurat wypadku z jednej strony ta „elita” jest (z wyjątkami) dość ściśle kontrolowana z czym mniejsza a z drugiej strony poziom reszty leci drastycznie w dół.
      A ja nie tyle boleję nad spadkiem poziomu puszczających się bliźnich ile widzę w tym oznakę powszechnej degrengolady.
      Bo jednak mimo wszystko, mimo specyfiki i oczywistości tego typu relacji niegdyś ludzie zachowywali nie tyle może pozory przyzwoitości ile bawili się jakąś, nieudolną choćby rewerencją dodającą prostackiemu dupczeniu nimbu erotyki.
      A teraz wygląda to jak na na teledysku Snoop Doga albo zgoła w zoo.
      „Dam dupy. 200 złotych”
      „Ok, za godzinę w aucie za Biedronką”

      Szczerze – bardziej „u siebie” czułam się na indonezyjskiej wysepce wśród ludzi których języka ani zachowań ni w ząb nie rozumiałam niż w takich klimatach.

      • Ostatnio zmieniłeś się dość mocno odbiór społeczny sponsoringu czy prostytucji. Bardzo mocno. Nadal bardzo dynamicznie dokonują się zmiany i tą „nieudolną choćby rewerencją dodającą prostackiemu dupczeniu nimbu erotyki.” nie ma już sensu. Sponsor czy dziewczyna, która bawi się w ten nimb erotyki coraz bardziej naraża się na śmieszność. Wpisz sobie „Fibak, prostytucja, sponsoring, Borysewicz, córka”, w różnych wariantach. Nawet fragmenty z akt sądowych rzucili na strony. Były też zdjęcia dziewczyn, inicjały, w komentarzach padały nazwiska. Może piszę coś dla ciebie oczywistego, ale po lekturze twoich odpowiedzi mam wrażenie, że ciebie to ominęło.

  3. „Ominęło” bo nigdy głowy mi nie przyszło dać ogłoszenia „Zrobię loda za stówę” albo na takie odpowiedzieć.
    Z panem Fibakiem to nieco inna sprawa jest ale Borysewicz to jest to!
    Skoro tego typu ludzie „robią za autorytety”, jakieś Siwcówny czy inne takie są „idolami” to era chrząknięć jest bliżej niż myślałam :-)

    • Zgodze sie, ze nieco. Tylko nieco.

      Ja osobiscie nie wiem co ludzie maja do siwiec. Lansuje sie i zbiera pieniadze. Dla mnie jest do pewnego stopnia nieszkodliwa. Dziewczyny jej nie lubia. No nie mow ze zazdroscisz urody?:)

      Pisanie na galaxy s3, nie jest zle. Jestem coraz lepszy;) Tam gadanie, ze nie pisza, bo na telefonach czytaja:)

      • Nic mi do lansu i zarabiania.
        Chodzi mi wyłącznie o poziom i klasę w jaki się to robi.
        I nie, niczego jej nie zazdroszczę, zapewniam.
        Chirurga w kitlu widziałam raz w życiu – kiedy zszywał mi paskudną ranę :-)

Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s